2009-11-30 20:25

Adwentowe postanowienie Wiercisława

Wiercisław siedział w swojej gawrze , jak zawsze w samotności i lutował kabelki do lampionu adwentowego.

 

W końcu król zwierząt musi się utożsamiać z fauną grodu i przeżywać przedwigilijny czas uczestnicząc w roratach. Jakoś mu się ręce trzęsły. Dawno nie zajmował się takimi pracami a'la Adam Słodowy.

- Że też muszę się pokazywać nawet na roratach! - denerwował się Grizzly.

- No tak, ale w końcu kaplice termitów mnie popierają, więc trzeba wyjść naprzeciw oczekiwaniom - dodał analizując sytuację.

- Król musi być z fauną i duchową siłą zoo. Tak radził Pancernik, a on ma zawsze rację - uśmiechnął się pod nosem Wiercisław.

Zetknął owłosionymi łapami żarówkę z blaszką baterii i nagle  lampion rozświetlił się kolorowymi migającymi okienkami. Wiercisław wzruszył się. Przypomniało mu się dzieciństwo, jak w śniegu wędrował z gawry do kaplicy termitów i niósł światełko radości. Nieważne, że musiał wstawać o szóstej rano, a niedźwiedzie przecież wtedy mają zimowy sen.

- Kurna, jakby Specjalny Land Dziwolągów dowiedział się,że za młodu biegałem do kaplicy, a potem zczerwieniałem jak cegła, to chyba by  zbieleli ze ździwki - chichotał do siebie Wiercisław.

- No tak, ale teraz też muszę. Jednak wszystko się kołem toczy - rzekł Grizzly i jak małe dziecko bawił się pstrykaczem lampionu.

- Świeci. Nie świeci. Świeci. Nie świeci - gadał Wiercisław w coraz lepszym humorze.

Z tej dziecięcej radości nalał sobie drinka adwentowego i wspominał minione lata i czas przedświąteczny. Nagle z miłego uniesienia wyrwał go telefon. To dzwonił Goryl  Zober.

- Grizzly, Puchacz Rupertus naciska, aby Gród Wiercisława i terrarium połączyły siły i zajęły się starym kopcem Zajazdu Parobanii z PeKaPeGrodus. Mam to puścić w Innowacyjnej Lipie, czy nie? - wyłożył na prędce Goryl Zober.

- Mnie to wali. Chcą Archeobanii, to niech se Kobra Risto  sam robi. Ja mam inne plany - odparł Wiercisław.

- Królu, ale fauna oczekuje współpracy i jasnego stanowiska - ciągnął Zober.

- Słuchaj Goryl, ja mam Kopiec Generujący do oddania przed reelekcją, a nie jakieś tam dyrdymały o Mauzoleum  Bany! - powiedział twardo Wiercisław

- Niech se PeKaPeGrodus upchnie co chce i zrobi wielkopowierzchniowe Centrum Handlu Okrężnego. Moja kasiora w Grodzie jest bezpieczna i dostosowana do moich potrzeb. Nie będę rzucał floty na wizje Puchacza Rupertusa i Pawiana Lalusia, sterowanych przez Risto - powiedział na odczepne Gorylowi.

- Pomniejsze Okazy, Nosorożec Pisio, Łos Pedro, jak są tacy mądrusie niech organizują kasiorę na Zajazd Parobani. Od mojej wara terrarium! - wzburzony Wiercisław rzucił słuchawkę Zoberowi.

- Żeby nie było chwili wytchnienia, psiakrew!. Tylko Grizzly to, Grizzly tamto! - nie mógł uspokoić się Wiercisław.

Adwentówka nieco wyluzowała Grizzl'ego. Wyciągnął z szafy wierzchnie odzienie. Spojrzał w lustro. Przyklepał futro na łbie, bo ostatnio stały mu liczne "kukuryku", a to zaraz rzuca się w oczy na każdej fotce z jego udziałem. Nie ukrywał, że oczekiwał na dobre medialne ujęcia w trakcie adwentu.  Wziął lampion i udał się do kaplicy termitów. Jego sylwetka powoli ginęła w wieczornej czeluści, ale światełko wskazywało mu drogę. Ale czy akurat ta była dla niego szczęśliwą i uszczęśliwiała termity? Tego nie wiedział ani Grizzly, ani Pancernik Mądrala.  Albowiem niezbadane są wyroki Wielkiego Mamuta.

Wspieraj Szymona Sedno

Wszelkie podobieństwo do prawdziwych postaci i zdarzeń jest przypadkowe