2009-11-28 20:24

Andrzejkowe lanie

Zbliżały się wygibasy andrzejkowe i Rada Starszyzny Grodu Wiercisława postanowiła, jak nigdy dotąd, dać upust żądzom kabały i różnym pogańskim pierdołom CzaryMary.

 

Choć co niektóre zwierzątka czuć było naftaliną i dokładnie nie wiedziały, czy to już mikołajki, czy może kolorowe pisanki, ale przyłączyć się chciały do zoologicznych pląsów i wylewanek świecowych.

Hiena Marija, jak zwykle od lat "nastu" wiodła tu prym głównodowodzącej, wszystkowiedzącej i przewidującej. Nie miała problemu ze zdobyciem świec. Słonica Tekla pomagała jej jak mogła,choć politycznie odstawała od wizji Hieny, ale robotna była i siedzieć w kącie nie umiała, czekając na gotowe. Pawica Xenia ubierała stoły, rzucając obok talerzyków z pączkami Leniwca Ricadro swoje najpiękniejsze pióra, jako ozdoby tajemnej imprezy. Laluś Pawian zaproszony z terrarium przygrywał jako muzyk do tańca starszyźnie. Gości było sporo. Zjawił się Risto, Bocian Dario, Łoś Pedro, ba nawet Puchacz Rupertus i nieodstępujący na krok Kobrę Risto, Terminator Arnoldzik.
Ani Gród Wiercisława, ani terrarium nie mogło mimo różnic odmówić sobie uczestnictwa we wróżbach andrzejowych. Pancernik Mądrala przedreptywał w miejscu i czekał na swoją kolejkę przy misie z wodą, aby poznać swoją przyszłość.

- Proszę do lania! - krzyczała Puma Penelopa, odzyskawszy promienny uśmiech po ubiciu Strusia Giorgio.

- Dobra, jako, że jestem pierwszy w grodzie, ja będę lać - powiedział rozradowany Grizzly.

Hiena podała klucz Grodzianum Wiercisławowi i chochlę z gorącym woskiem. Wiercisław zgrabnym ruchem śmignął płynem przez dziurkę w kluczu.Woda zaskwierczała od gorąca i na jej powierzchni pojawiło się "to coś" -wyrocznia dla Grizzlego.

- No ja widzę koronę - ruszyła wyobraźnią Wiewióra Miko.

- E, tam, to moim zdaniem wygląda jak grzebień do zbierania jagód w lesie - dodał Łoś Pedro.

- Hmm... wydaje mi się, że to fotel bujany dla emerytów zoologicznych - kąśliwie skwitował Puchacz Rupertus.

- Dobra, już dobra - przerwała Hiena Marija - Każdy w swej norce będzie analizować przyszłość po cieniach,jakie wosk rzuca na ścianę.

- Następny prosze do lania! - krzyknęła rozbawiona Puma Penelopa.

Risto bał się wyroczni, choć w nią nie wierzył zbytno,ale zawsze jakiaś mogła się spełnić. Drżącym ogonem przelewał wosk do miski.Hiena szybko wyłowiła nieokreśloną figurę i krzyknęła.

- Na Mamuta! To znowu korona! Na dodatek pełna kosztownych kamieni! - prawie zatykało ją od nadmiaru emocji.

- Na moje oczy, to nie jest korona - drążył prawdę Kret Pablo.

- Pablo,byś już przestał walić po oczach w tym niezwyklym dniu - sztorcowała go Hiena.

- No pewno, same króle, tylko poddani mają ich w poważaniu! - wtrącił Jeżyk Gejzer,tak od niechcenia.

- Jako artysta, mający wyostrzony smak na dzieła i sztukę mogę stwierdzić,że to raczej wygląda na gruszkę do lewatywy - wtrącił Dinozaur Miernotus.

- A kiedy ja? - nie wytrzymał ciśnienia Pancernik Mądrala.

- Dalej Mądrusiu kochaniutki, dalej.Tak ci spieszno poznać przyszłość? - zachęcała go Hiena.

Pancernik w skupieniu, wolno lał wosk na wodę w misce. Nie pozwolił nikomu sięgnać po efekt przepowiedni.

- Z punktu widzenia pijarbandu, to wygląda na tekę ministrialną - rzekł dumnie Mądrala.

- Phi! Pancernik jeszcze wierzysz sam w te brednie powielane w szczekaczkach zolologicznych? - zagaił go Leniwiec Ricardo, pałaszując swojego pączka.

- Przecież to wygląda jak pamiętnik byłego Mądrali. Ha, ha,ha! - szyderczo śmiał się Kret Pablo.

- Jak taki jesteś mądry Pablo, to sam lej swoją przyszłość - dodałą Hiena.

- Ja nie muszę, ja ją znam! - dumnie swierdził Pablo.

- To bardzo ciekawe, że Pablo jest dalekowzroczny, a ślepy jak Kret - nie wytrzymał Kogut Zenek.

- Pablo, lej waść, wstydu oszczędź - poganiał go Zenuś.

Pablo demonstarcyjnie luchnął woskiem. Ku jego zdziwieniu pokazała się jakaś dziwna kula z pióropuszem.

- Kurka wodna, co to jest? - zadawal sobie pytanie Kret Pablo w myślach - Wódz plemienia indian z zoologu amerykańskiego? - nie mógł się nadziwić Pablo.

- To wypisz, wymaluj Krecie burak pastewny z liściem! - złośliwie podszepnął mu Struś Giorgio.

- Kto jeszcze nie lał? - ponawiała pytanie Puma Penelopa, gdy czary w starszyźnie dobiegały końca.

- Hiena, a ty, to z innego wosku? - uszczypliwie spytał Hipopotam Klaus, który był dzisiaj bardzo cichy.

- Królowe robią to na końcu - nie była dłużna Klausowi Hiena Marija.

Hiena z dumnie podniesioną głową, z pełną ondulacją na ten wyjątkowy wieczór śmiało podeszła do wróżbiarskiej misy.

- Zejdź mi z drogi synku ubogii bo ci walne zaraz z nogi! - mamrotała pod nosem na Klausa i czekała na wyniki wróżby i zaklęć.

- O! Wyszło! - krzyknął Pingwin Ziutas

- Ale sobie Hieno wyczarowałaś przyszłość, nie ma co! - Ziutas cienko kwilił na widok tego, co ujrzał w ręce Mariji.

- To wygląda jak beret z antenką! - Zenek Kogut prawie parsknął śmiechem.

- Rzeczywiście podobny, ale jakiś taki włochaty - dodała modnisia Pawica Xenia.

- Cóż, pewnie moherowy - wtrąciła Puma Penelopa i dyskretnie wycofała się w głąb sali, aby Hiena Marija mogła w ciszy rozmyślać o przyszłości.

Świece dogasały, Lalusiowi Pawianowi kończył się repertuar muzyczny, pączki znikały ze stołów. Terrarium i Gród Wiercisława powoli rozchodził się do swoich siedzib. Jedni smutni, inni rozweseleni niekoniecznie wróżbą andrzejkową.
Tylko Hiena Marija dąsała się, że będzie musiał zamienić Radę Starszyzny na ciepłe laczki i wełnianą czapkę. Szybko zebrała się do norki. Przypomniało się jej, żeby dobrze ukryć dowód zoologiczny. Inaczej sprawdzi się inna wróżba z tv centralnej. No ta, o babci, berecie i wyborach, no wiecie.....

Wspieraj Szymona Sedno

Wszelkie podobieństwo do prawdziwych postaci i zdarzeń jest przypadkowe