2009-11-27 20:20

U Zenka na imieninach

W Spółdzielni Grandotwórczych Mleczarzy Kogut Zenek przyjmował dziś imieninowe pokłony

Od Specjalnego Landu Dziwolągów, młodzieżówki zczerwieniałych i wszelakiej fauny,która jak on od lat dzierżyła nieskrywaną władzę w Grodzie Wiercisława i w terrarium. W nowoczesnej klasie biznessyf.

- O wielki Kogucie Zenku, niech twa gwiazda pomyślności nigdy nie zagaśnie! - czapkowała Wiewióra Miko, bo Luko szlajał się zagranicą.

- Bądź naszym drogowskazem i mentorem działań - dodał Miko całując wielki pierścień na pazurze Koguta Zenka, na znak poddaństwa.

- Miko,nie pierdol, siadaj do stołu jest dobra wyżerka -powiedział wzruszony Zenek tym, że młodzież go szanuje i kocha, tak jak on kiedyś ukochał Wołodię Ilicza i jego lewą drogę wszelakich lewizn rozwojowo - uwsteczniających.

- Zenek, Zenek pyska daj, bo u ciebie tylko raj! - krzyczały zaproszone i wazeliniarskie zwierzaki różnej maści i różnych powiązań

- Wiecie towarzysze, to wielki dla mnie dzień, ta wasza pamięć i wasze oddanie - wzniósł Zenek kielonka, aby sam sobie toast wygłosić.

- Tylko na was mogę liczyć, a wy na mnie.Trzeba trzymać się kupy, bo kupa śmierdzi, kupy nikt nie ruszy. Ha, ha, ha! - oratorsko produkował się Zenek, już nieźle sfazowany.

Miała baba koguta, koguta, koguta
Wsadziła go do buta, do buta hej!
O, mój miły kogucie,koguciekogucie, kogucie, kogucie, kogucie
Jakże ci tam w tym bucie, w tym buciew tym bucie, w tym bucie jest?

Śpiewał zaproszony chór termitów wręczając bukiet czerwonych róż dla Zenka i wymieniając braterskie uściski i żarliwe pocałunki.

- Edwin kielonka za zdrowie Zenusia? - spytał Kogut gościa.

- Eh, jednego nie odmówię, ale dasz kierowcę, bo jeszcze mnie namierzą i będzie news w Innowacyjnej Lipie, że Rekin z Akwarium jeździ w stanie wskazującym.

W tym wesołym gwarze,suto zaprawianym kropelkami zadzwonił telefon.

- Ciiiii kurna, to z siedziby Wiercisława - uciszał dość spora gromadę fauny Kogut Zenek

- Taak, dziękuję Ci Grizzly. To miłe z twojej strony. Jestem ogromnie wzruszony - ocierał skrzydłem łzy Zenek.

- Nie wpadniesz na imprę? - dodał - Jasne,że masz nasze poparcie. My zwarci i gotowi Wierciuniu słodziutki.

Ekipa nieźle świętowała. Wesołość dopisywała, a śpiewom nie było końca.

Raz chory niedźwiedź pierdział, budząc miłosierdzie
A suseł mu oklaski bił po każdym pierdzie.
Czy ten suseł zwariował? - spytał dzięcioł śledzia.
Nie - śledź odparł- to rzecznik prasowy niedźwiedzia

Czerwone cegły ze Specjalnego Landu Dziwolągów umiały się bawić i cieszyć z małych sukcesów.Zenek brylował,jako dusza towarzystwa, bo jego pozycja była niezagrożona od lat.

- Zenek to w końcu jesteście za Wiercisławem, czy tylko tak dla picu, dla termitów walicie ściemę - zapytał Laluś Pawian z troską o sojusz z ZetGie w terrarium

- Laluś, nie marudź, dzisiaj nic o polityce. Dziś balanga i śpiewanie - wkurzył się Zenek.
- Jesteś muzyk, to i śpiewać potrafisz, co? - kontynuował Kogut solenizant.

- No niby umiem śpiewać, ale w tym wieku, jakoś mi nie wychodzi - bronił się Laluś.

- Laluś! Laluś! Laluś! - skandowali goście Zenka.

- Nie daj się kurwa prosić, jesteś mi coś winny, nie? - przypomniał Pawianowi do ucha pewne sprawy Kogut Zenek.

Raz ordynarny niedźwiedź kucnąwszy na łące,
W dość niewybredny sposób podtarł się zającem.
Zając się potem żonie chwalił po obiedzie:
- Wiesz, stara, nawiązałemwspółpracę z niedźwiedziem!

Śpiewał arię Laluś, a oklaski echo niosło po osiedlu termitów.
Podniecony i rozluźniony atmosferą Kogut Zenek donośnie wtórował Lalusiowi.

Złapał niedźwiedź świstaka idąc raz pod górkę,
A pragnąc na nim świstać,chciał mu dmuchać w dziurkę.
Świstak chodu, lecz zanim schował się do chaty,
Pisnął: - Mógłbyś przynajmniej,chamie, przynieść kwiaty!

- Zenek, jak to jest? Dusza śpiewa co innego, a wy popieracie Wiercisława? - spytał znienacka Łoś Perdo

- Łoś se łyknie i nie dopatruje drugiego dna. Sie znajdzie rada, jak nie będzie się układać - powiedział Zenek nalewając gościom następną kolejkę.

Raz do koguta z krzykiem przybiegły kurczaki:
- Tata, lis porwał mamę i wlecze ją w krzaki!
Kogut tak się śmiać zaczął, że aż wpadł do ścieku:
- Widać, że moja stara jest jeszcze na fleku!

Zaśpiewał sobie na koniec sam Zenek, bo lubił śpiewanie i własny głos uwielbiał nad życie.
Zbliżał się późny wieczór, a imieninowa feta zbliżała się ku końcowi. Przyjaciele rozchodzili się powoli do swoich norek, jam i akwenów. Mile spędzony czas podbudował Zenka,że nie zapomnieli o nim stare druhy i ci, którym zawdzięczał wiele.
Kogut wsiadł do zamówionej taxiland, przycisnął do siebie naręcze kwiatów i z uśmiechem szachisty kreślił w myślach plany. Ale te, były tylko jego. Nikt nie miał do nich dostępu. Na razie....

Wspieraj Szymona Sedno

Wszelkie podobieństwo do prawdziwych postaci i zdarzeń jest przypadkowe