2009-11-21 20:12

Pomroczność jasna Lalusia

Kobra Risto właśnie zaczynał codzienną prasówkę. Piątkowy ranek bardzo cieszył Risto. Wszak za chwilę weekend i nieco ciszy się przyda.

Od niechcenia rzucił swym lewym, okularem kobrzym na papierową szczekaczkę wojewódzkiego zoo z wkładką Grodu Wiercisława

- Pawian Laluś skaperowany jako donosiciel dla Skundlonych Beszczelnych? - Risto prawie się udusił łykiem herbaty - Ignoranci Przeszłości Naturalnej podają, że Pawian w szeregach młodych poborowych zwierzątek bawił się nie tylko muzyką, ale był też Grającym-Donoszącym? Kurna, co to jest za wsypa? - zbladł Kobra - Nie, no jeszcze mi tego trzeba na rok przed wyborami - zgrzytał zębami jadowymi Risto. Kobra nerwowo wykręciła numer do Lalusia. - Pawian do mnie, natychmiast! - rzucił zdanie i odłożył słuchawkę nie czekając na odpowiedź. Minęła chwila. Ktoś delikatnie zapukał do drzwi gabinetu Risto i nie naciskał klamki.

- Wejdź Pawian, śmiało, tu nie ma Skundlonych Beszczelnych - krzyknął Kobra do delikwenta stojącego za drzwiami.

Pawian Laluś przezroczysty od strachu i zsiniały od nerwów stanął przed Risto. Dziś nawet zapomniał z wrażenia o zewnętrznym image i nie pachniał najlepszą kolońską, której zapach codziennie niósł się po terrarium.-Słuchaj Laluś, kurwa jasna co to jest za sprawa z przeszłości!? -prawie krzyczał Risto. Pawian stał, jak ostatnia sierota przez Kobrą i wbijał swe małe ślepka w dywan gabinetu.

- Jak ty sobie wyobrażasz sytuację, która dziś ujrzała światło dzienne nie tylko w terrarium, ale w Grodzie Wiercisława, ba, nawet w wojewódzkim zoologu! Jak ja wyglądam w opinii termitów? - ciągnął Risto rozżalony - Z kim ja do cholery jasnej współpracuję! - Risto prawie opluł się krzycząc na Lalusia.

- Kobra, to było wiele lat temu. Psiakrew nie kumam o co chodzi - bronił się Laluś - Wiesz, młodzi my byli, armia, gorzoła, przepustki, foczki i niunie, balangi z pląsami. Kurwa mać nic nie pamiętam - żalił się Pawian Laluś.

- Jak nie pamiętasz? Pomroczność jasna, czy amnezja pierwotna? - nie wytrzymał Risto i zaczął trząść Lalusiem, żeby sobie przypomniał, co było entego roku.

- Risto litości, please! Wciąż chodziłem narąbany, kasa była, armii się podobała moja muzyka - bronił się Laluś.

- Podpisałeś świstek, czy nie?! Kablowałeś na faunę, czy nie?! Gadaj małpo! - nie wytrzymywał ciężaru sytuacji Rosto.

- Jak kocham Mamuta nie pamiętam! Luka alkoholowa. Może mnie podeszli, jak sfazowany byłem. Nie wiem, nie jarzę, nie kumam - prawie płakał Pawian - Z własnej woli i świadomie nigdy, nigdy, przenigdy! - spowiadał się przed Kobrą Laluś.

- Ale cię wyłowili i teraz jest kicha - Risto beształ Pawiana - Kładziesz cień na swojej karierze i pociągasz mnie za sobą w to bagno przeszłości. Ten gar pomyj musisz wylać sam - kontynuował Risto.

- Kobra, pomóż mi.Sam nie dam rady, czuję się osaczony. Wiewióra Luko ze Specjalnego Landu Dziwolągów stanęła w mojej obronie i prawie ją zabiły termity rzucają orzechami w jej małe ciałko - smutno ciągnął zrezygnowany Laluś.

- Albo jesteś kłamcą, albo nie. Wybór należy do ciebie - jasno stwierdził Risto - Nie poświęcę siebie, dla ciebie. Ja politycznego harakiri nie zrobię. Mam plany, wielkie plany i muszę być czysty bez powiązań - snuł wizję o potędze Kobra.

Laluś zrezygnowany poszedł bez pożegnania z Risto układać mowę dla termitów i szczekaczy. Czuł samotność i odrzucenie.

- Fauna strzela, Mamut kule nosi, Risto - dopowiadał końcówkę rozmowy z kobrą w swojej głowie - A jak cię jakaś rykoszetem dopadnie, to co? - to pytanie w myślach Pawiana pozostało bez odpowiedzi.

Wspieraj Szymona Sedno

Wszelkie podobieństwo do prawdziwych postaci i zdarzeń jest przypadkowe