2009-10-20 15:20

Wyjście z opresji

Błogą ciszę w siedzibie głównej Wiercisława Grizzly przerwał jego głośny ryk. Ryk zranionego niedźwiedzia. Ściany zadrżały, a małe zwierzątka uciekały do najmniejszej szparki, by zejść z pola rażenia Wiercisława.

- Do mnie Pancernik i Królik!!!!!! - wył ze złości Grizzly - Natychmiast!!!!

Siedział pochylony nad świstkiem z wojewódzkiego zoo, a z pyska ciekła mu piana. Parskał nozdrzami, drapał ściany. Nosiło go. Musiał się uspokoić brendy. Tylko to studziło mu ostatnio skołatane nerwy. Zbliżył się do ukrytego schowka, a tam wielka posucha. We wnętrzu Grizzlego zagotowało się do białości.
Jak na rozkaz stawili się Pancernik Mądrala, nieco zasapany biegiem i jak zawsze uśmiechnięty Królik Białasek.

- Czytaj, no ku.... czytaj! - wrzeszczał na Pancernika, że Królik skulił się, jak trusia.
Pancernik pochyliwszy się nad rzuconym świstkiem marszcząc brwi, to czerwienił się, to bladł.

- Wojewódzki Ogród Zoologiczny uchyla uchwałę starszyzny zoo - ostatnie słowa utkwiły tak głęboko Pancernikowi w gardle, że resztę słyszał tylko w swoich myślach.

- Akwarium? Rekin Edwin? - niewyraźnie syknął Królik z pełnym pyskiem marchewki, którą chrupał od samego ranka zbijając bąki z nudów.

- Zejdź mi z oczu! - warknął Wiercisław. - Tyle z ciebie pożytku, co z futerka latem! - nie mógł opanować gniewu król zwierząt.

Królik wystraszony gniewem szefa, a dawno go tak wzburzonego nie znajdywał, pokornie oddalił się do swojej klatki.

Wiercisław bezskutecznie szukał kropli uspakajających, ale w barku nic nie stało. Pancernik obserwował Wiercisława, jak miota się i węszy pomocy. Zadzwonił szybko do Kangura Gieny.

- Macie jakieś małpki dla gości? Przynieście lepszych zestaw - wydał dyspozycje.

Nie minęło pięć minut. Grizzly już delektował się wielogatunkowymi bombeczkami i powoli opadało z niego napięcie.

- Pomniejsze Okazy w zoo ukręciły bata na gród Wiercisława - mówił powoli i jak zawsze spokojnie Pancernik Mądrala.

- To wina Łosia Pedro! - wrzeszczał Grizzly - albo Hipopotama Klausa! Na starszyźnie zoo niepotrzebnie wbabrałem się w pyskówkę o tym co on robił, a czego nie, gdy był królem przede mną - ciągnął Wiercisław.

Ale powoli topniał w gniewie, bo małpeczki uspokajały go okrutnie i rozweselały. Teraz widział mniej ostro i groźnie całą sytuację.

- Nie stanęliśmy nigdy przeciw, ani nigdy za Akwarium Rekina Edwina i tak będziemy grać - Pancernikowi rodził się genialny plan w genialnej głowie.

- Jak uchylą skargę, będzie na Kreta Pedro, albo na Pomniejsze Okazy - przedstawiał swoją wizję Mądrala.

- Zawsze znajdzie się ktoś winny - kontynuował Pancernik - Jak przyjdzie się rozliczyć, zawsze mogą polecieć czyjeś głowy - twardo przedstawiał dalsze kroki Mądrala.

- Na początek zaczniemy od zjebki. Wezwij Srokę Baśkę i tych nadwornych mędrków od prawa międzyzoologicznego - doradził Wiercisławowi Pancernik.

- A z nadgniłymi malinami tak dobrze nam poszło! - Ze wzruszeniem wspominał sukces Wiercisław i powoli robił się śpiący od nadmiaru wrażeń, albo od zawartości małpeczek,co było trudne do ustalenia.

- Przede wszystkim Akwarium jest znienawidzone przez całą faunę, za drogie i zbyt o nim głośno u szczekaczy w zoo, trawi je stary układ - wyliczył Pancernik - Ale w Akwarium pływa dużo zwierzątek,co utrudnia działania. Ale tak,czy siak wyjdzie na nasze. Trzeba widzieć pól szklanki pełnej, a nie próżnej do połowy Wiercisławie - Mądrala zachwycił się porównaniem i uśmiechnął się sam do siebie, bo Wiercisław usłyszawszy o pół szklanki nerwowo przebierał tylnymi łapami.

- Szefie, szef wraca do gawry, szofer czeka. Nie powinna fauna oglądać dziś Wiercisława- skwitował Pancernik.

Wiercisław ziewnął, kiwnął na pożegnanie łapą i udał się ukrytym, tajnym wyjściem do podstawionego wozu leśnika. Pancernik szykował się do dalszych działań i jak w kostce rubika układał wiele opcji i rozwiązań optymalnych.
Gdy Pancernik tak siedział samotnie i w wielkim skupieniu zjawiła się Sroka Baśka. Delikatny powiew perfum wypełnił przestrzeń po Grizzlym i poprawił humor Mądrali, choć w całym zoo fauna twierdzi,że to jedyna rzecz, której mu brakuje.

- Sroczko, Akwarium jest twoje. Masz tak je czyścić, aby Wiercisława z tą sprawą w ogóle nie łączono. Po to tu jesteś. Masz być ostra i konsekwentna - robił wykład Mądrala.

- Tak jest Pancerniku, dołożę wszelkich sta rań, nie zawiodę zaufania położonego we mnie - Sroka Baśka deklarowała przywiązanie do linii i do grodu Grizzlego. - Poddusimy Rekina w Akwarium. A z uchyloną uchwałą sobie poradzimy wspólnie. Nie takie w województwie załatwiałam - szelmowsko uśmiechała się Sroka Baśka.

Pancernik pogrążył się w papierach i przygotowywał się do wystąpienia dla szczekaczy w zoo. Trzeba uspokoić faunę i przekonać starszyznę do odwołania. Wszystko było w zasięgu możliwości Pancernika. Hiena Marija zaiste pomocy mu nie odmówi. To była oczywista oczywistość. I tak mijał następny dzień w grodzie Wiercisława. Dzień pełen wrażeń i politycznej gry. Gry o wszystko....

Wspieraj Szymona Sedno

Wszelkie podobieństwo do prawdziwych postaci i zdarzeń jest przypadkowe