2009-10-19 15:07

Dinozaura Miernotusa licentia poetica

Dinozaur Miernotus dostąpił łaski twórczego myślenia. Kasa na koncie w Pekałozoo kończyła się. Lemur Jarema wołał o zapłatę za centralne do dzielnicy termitów, a Kogut Zenek za styropian na kopcu. A tu cieniutko.

- Trzeba ruszyć do ogrodu ze sztalugami i rypnąc parę obrazków - pomyślał Miernotus, licząc ostatnie miedziaki w porfelu - Czas zajrzeć do teatrzyku i zrobić parę portretów ulubieńców Wiercisława- dedukował Dinozaur.

Jak na artystę przystało, wziął swój jedwabny szal, owinął gardziel od jesiennego chłodu i ciężkim chodem walił po drogach ogrodu. Wszystko drżało wokoło. Każdy zwierzak go widział, jak posuwa się znanymi traktami. Większość chowała się po norkach,aby ogon Miernotusa nie zdeptał ich na miazgę.

- Jak na starszyźnie zoo podniosę  dinozaurzą łapkę, to Wiercisław kupi obrazy - snuł marzenia Miernotus - Jak podniosę se drugą, da też na teatrzyk - Dinozaur już wiedział, jak odsunąć wizję następnej epoki lodowcowej.
Miernotus miał, jak żadne inne zwierzę z ogrodzie niezwykły instynkt przetrwania gatunku.
Sztalugi rozłożył tuż przy grodzie Wiercisława. Co prawda, kotwica z łańcuchem nieco mu przeszkadzała.
- Walnę tam jakiś klombik z krukami żeby efekt siedziby Wiercisława zatkał faunę w terrarium - gorączkował się w twórczym amoku  Miernotus. Apetyt na dutki był tak wielki, że mały mózg Dinozaura nie pojmował zasadniczej prawdy o jego twórczości.

- Miernotus, a co tam bazgrolisz tymi farbami? - zapytał Struś Giorgio wracający do grodu z torebką paszy kupioną na prędce.

-A muszę podreperować pustą kieszeń - odprał na przywitanie Miernotus - Wiesz Giorgio, że u Dinozaurów to wielki wór bez dna. Wielki zwierz, wielkie potrzeby - dodał.

- A może tak dla historii i kronik zoo, gdzieś by się i znalazł portrecik własny Strusia - podlizywał się Miernotusowi Giorgio.

- Może być, jak się chałturzy to dla każdego - przyjął prośbę Strusia - Ale wiesz, jak jest. Za dużo farby pójdzie, a farby drogie jak jasna cholera, załatw fuchę dla teatru, to ci nawet pióra zrobię w złocistym odcieniu - błagał o świeży napływ kasy Dinozaur, bo wciąż i wciąż był głodny szmalu.

- Mogę nawet szlaczki pierdolnąć w tle, jak rozdajesz słoneczne uśmiechy faunie - podmaślał się Strusiowi.

Dinozaur pracował, jak w transie. Zamiast pędzla walił po płótnie ogonem, pazurami, nawet jęzor uskuteczni, byle było dużo i wielkie.

- Może jakiś  wernisaż? Wszak lepszych ode mnie nie ma - chełpił się sam przed sobą Miernotus. Nagle poczuł niewyobrażalny ból w okolicy lędźwi. Dinusie tak mają. Mały łepek, więc jak się nisko schylają po żer, to strzela im w kręgosłupie i łamie stare zwyrodniałe stawy.
- Na mamuta! Nie mogę się tak pokazać zwierzakom - wył z bólu Miernotus - uznają mnie za relikt przeszłości i poślą do lamusa. Tego bym nie zdzierżył - wylewał łzy Dinozaur, łasy na pochwały talentu i na kasę płynącą zewsząd.

Trzeba skorzystać z lobby weteryjanaryjnego i zaszczepić się przeciw wszelkim objawom starości. Jutro odwiedzę zaprzyjaźnionego z Hieną Mariją weterynarza na osiedlu termitów u Koguta Zenka. Może pomoże Dinusiowi znów stanąć na łapach - poprawiał sobie humor Miernotus. Atak jesiennego kaszlu spowodował,że sztuczna szczęka z paszczy Dinozaura wysunęła się niebezpiecznie i upadła na kamienny bruk.

Wspieraj Szymona Sedno

Wszelkie podobieństwo do prawdziwych postaci i zdarzeń jest przypadkowe