2009-11-02 19:42

O roku ów....

Pancernik Mądrala był wykończony ciągłym odparowywaniem ciosów w kierunku Wiercisława.

 

Ta wieczna obrona Grizzly odbiła piętno na jego wizerunku. Schudł, zmizerniał, stał się bladolicy. Skorupa pancerza zszarzała i straciła swój dawny blask.Wypalał się za szybko....

- Ile można ciągnąć samemu - żalił się przed sobą, nie mogąc zasnąć głęboką nocą.
- Mamusiu kochana, za jakie winy mam takie katusze znosić.Nie mogęęęęę....- rozpłakał się w poduszkę Pancernik.


Ale zrobił to cichutko, bo tuż za ścianą spała jego ukochana mama i zmartwiłaby się bardzo,że Mądraluś ma psychiczną dolinę.
Z tej zgryzoty i od zapuchniętych, od łez oczu pogrążył się w lekkim śnie.

Jest rok 1410, lipiec, gorączka środka lata. Naprzeciw stają dwie sobie wrogie armie.Wrogowie pod przewodnictwem Dubisa Von Junginena chcą przełamać bohaterskie siły Wiercisława, broniące szczepionek dla starszej fauny w zoo.
Pancernik właśnie namaszcza swojego giermka.

- Ja ciebie Fretko Zychowiełku mianuję giermkiem swoim i nakazuję, abyś stanął w obronie Króla Wiercisława i byś się o niego bił do krwi ostatniej.

- Tak mi dopomóż Wielki Mamucie! - wyrecytował słowa przysięgi Fretka Zychowiełk, klęcząc przed Pancernikiem na jednym kolanie.

- Niech całe zoo pozna i pokłoni się nowemu giermkowi królewskiemu, co to gród i króla jedynego będzie bronił przed wrogą natarczywością.

Fretka Zychowiełk dumnie stał, bo dostąpił zaszczytu służenia Wiercisławowi, jako stary druh Pancernika,z czasów gdy razem weterynarię pojmowali i niejedną sekcję żabich zwłok uczynili. A i razem ten sam gatunek PR wprowadzali na tajnych kursach dla prawych rąk możnowładców.

- Fretko, teraz będziesz stał, jak cień przy moim pancerzu i kiedy ja powiem, ty służyć mi będziesz, jako i ja sam był tego lepiej dla Wiercisława nie zrobił - wydawał pierwsze rozkazy Zychowiełkowi Mądrala - Idź więc i walcz z naporem wroga szczepionkowego!
- Ku chwale twojej i naszego króla,po wiek wieków Wiercisława! - odrzekł Fretka i rzucił się w wir zbrojnego starcia.

Na placu boju słychać było jeno szczęk mieczy, rżenie rannych koni i nieme okrzyki wroga....
Pancernika wybudził dźwięk budzika. Spocony, w ferworze sennej walki nie mógł się ocyrać z majaków.
- Uff, co za noc - szepnął sam do siebie, myjąc pancerz pod prysznicem
- Tak, Fretka będzie mi bardzo potrzebna w grodzie Wiercisława. Niedługo reelekcja, trzeba konsolidować siły i wzmacniać sztab wyborczy w zoo - uśmiechał się pod nosem i knuł nową strategię obrony tronu Wiercisława.

Tymczasem nie wiedział,że w podziemiach terrarium Kobra Risto i Hiena Marija opracowywali przejęcie władzy w grodzie Wiercisława i tworzyli swój sztab.

- Niezbędny jest nam dobry szczekacz, co by wzmocnił program terrarium i powiódłby ciebie Risto na wiercisławowy tron w grodzie - szepnęła czule do lewego okulara Kobry, Marija pierwsza terraryjska faworyta.

- Wiesz Hieno, jak ciężko o oddanych szczekaczy w zoo - mówił zrezygnowany Kobra Risto.

- A ja mam i go dam. To Małpka Arnoldzik - szelmowsko uśmiechnęła się Hiena.

- Jak to on? Przecież to z rodziny naczelnych, Kronikarz Gall Useses z ogrodowej szczekaczki? Z V-Grodu? - zapytał z niedowierzaniem Kobra Risto.

- Wiesz, Risto, to kwestia ceny, determinacji hienowskiej i.....Nieważne czego - skwitowała szybko Hiena Marija, bo wystraszyła się sama, swoich głęboko ukrytych myśli.

- No,no Arnoldzik w terrarium? Pancernikowi pęknie pancerz, a Wiercisław sięgnie po procentową sięgawkę - zacierał wężowy ogon Risto z radości i z nowej wizji, jaka mu się od pewnego czasu jarzyła.

Już widział,jak codziennie po granitowych schodach wije się do siedziby Wiercisława i miękko opada na aksamitny i ciepły fotel króla zwierząt...

Wspieraj Szymona Sedno

Wszelkie podobieństwo do prawdziwych postaci i zdarzeń jest przypadkowe