2009-10-31 19:19

Dyniowy koszmar

Wiercisław wyszedł do ogrodu. Ostatnio zaniedbywał go, a miał tyle roboty przed zimą. Wszędzie liście, totalny bajzel i brak niedźwiedziej łapy na grządkach.

- Cholera jasna, dynie niezebrane, a w nocy będzie przymrozek - klnął w myślach Grizzly.

Poszedł do drewutni po sekator.Wziął kufajkę wiszącą na gwoździu, tuż obok łopat i obległ swoje wielkie cielsko.

- No w mordę, znowu nie mogę się dopiąć. Mówiłem Kangurowi Genie,żeby liczył kalorie, jak przynosi mi śniadanie.Nic innego nie ma do roboty - był zły,że gang wyjściowy będzie w tvzoo źle się prezentował, a termity będą miały używanie i będzie musiał lajnąć sobie nowy.

Ździebko wkurwiony wrócił do kuchni i zaczął wewnętrzną rozgrzewkę jałowcówką.Lubił nalewki myśliwskie i nic na to nie poradzi.Wciągnął na łapy stare gumiaki i poszedł zbierać dynie.

- Kurna,obrodziły w tym roku,nawet bez specjalnego wysiłku - dumnie oglądał dojrzałe i wielkie jak zachodzące słońce owoce dyni pomarańczowej.

Kiedy uzbierał się niezły kopiec, powoli zaczął przenosić je do skrytki, tuż przy antrejce.

- Będzie dobra zupa, a jaka pożywna - medytował Wiercisław.

Parę dorodnych sztuk wziął do kuchni. W międzyczasie nalał sobie następną szklankę nalewki, bo od ziemi ciągnęło jak cholera i marzły mu tylnie łapy.Zresztą bardzo się stetrał robotą i potrzebował wzmocnienia.
Mijało sobotnie przedpołudnie. Wiercisław rozgrzany od środka usiadł przy kuchennym stole i zaczął nożem wycinać w dyniach oczyska, nochale i uśmiechnięte szyderczo gęby. Przypomniał sobie,że w zoo od pewnego czasu zawitały harce Halloween.

- Smarkacze z zieleńców szału dostają w ten dzień - przypominał sobie Grizzly pomiędzy głębokimi haustami jałowcówki.

Jakoś zmogło go. Położył swe futrzaste łapy na stole i wcisnął pomiędzy swój łeb królewski. Dynia zapachem usypiała,a nalewka uspokajała...

- Grizzly, a pamiętasz,jak nie byłeś królem zwierząt,jak traktowałeś faunę? - odezwał się głos z wnętrza dyni

- Gryzzly, a pamiętasz,jak w terrarium koneksjami obkładałeś stanowiska - powtarzała druga dynia

- Wiercisławie, a pamiętasz,jak w grodzie zoo zrobiłeś to samo? - włączyła się trzecia dynia

- Te, Gryzzly, twoje łapy nie są czyste, upaprane są błotem - przypomniała Wiercisławowi brak higieny politycznej pierwsza dynia.

Grizzly nerwowo zazgrzytał szczęką i niedbale przesunął się na skraj stołu. Zmierzchało. Ale nie wybudził się z głebokiego snu okraszonego wizją dyni.

- Grizzly, czas na pokutę, na poprawę, nie dostąpisz inaczej odkupienia win. Czas na noc Wszystkich Świętych - równym głosem mówiły dynie.

Wiercisław przebudził się, gdy bezwładem prawie osunął się ze stołu.

- Psiakrew, co to za omamy? - wystraszył się niedźwiedź.

- Na mamuta koniec z nalewkami przy robocie, zwłaszcza przed takim świętem - skwitował Grizzly, ale jakoś niepewnie,bo butelka stała już pusta. Specjalnie nie żałował, że złożył sobie taką obietnicę widząc jej dno.

Włączył telewizor. Położył niedźwiedzie giry na ławę i znów odpoczywał. To ostatnio najlepiej mu wychodziło.
Nagle dzwonek telefonu przerwał medytacje Wiercisława.

- Bry wieczór szefie. Tu Pancernik. Przypominam,że zostało ci parę spraw do załatwienia w święto - wolno tłumaczył rozkład dnia i nocy.

- Taa. Wiem,znowu ze Strusiem Giorgio do kaplicy termitów. Nie zapomiałeś o szczekaczach i kamerze? - pytał Mądralę Grizzly.

- Wszystko przygotowane w najmniejszym szczególe. Nawet Dinozaur Miernotus będzie z fleszami - dodał Pancernik.

- Dobry Mądraluś, dobre zwierzątko - Wiercisław mógł zawsze na niego liczyć.

- A co porabiasz Pancerniku?Nie możesz bez przerwy załatwiać moich spraw - strofował Mądralę Wiercisław, ale nie za mocno, bo wiedział,że bez niego byłby zerem.

- A nic szefie,nic. Gram w okręty - odparł Pancernik.

- W okręty? Jakie okręty,do jasnej Anielki?! - zapytał nieco zdziwiony Grizzly.

- W polityczne okręty. Trafiony, zatopiny. Uwielbiam to,szybki refleks wskazany - zdradzał zasady gry Mądrala.

- To se graj Mądralko!Tylko pamiętaj,że w Halloween dynie mogą zrobić ci psikusa i wszystko będzie na odwyrtkę - przypomiał sobie swój dyniowy sen Wiercisław.

- A może to jednak proroctwo jakieś, czy co? - Grizzly nie znalazł odpowiedzi. Dynie leżały w kuchni i kielczyły się wyciętymi halloweenowymi sznupami w bezruchu, ale jakoś tak dziwnie.....

Wspieraj Szymona Sedno

Wszelkie podobieństwo do prawdziwych postaci i zdarzeń jest przypadkowe