2009-10-24 18:05

Słowiańska dusza Strusia

Struś Giorgio nudził się strasznie.Jego szuflada w starszyźnie grodu Wiercisława, pełna była tajemniczych i skrywanych przed zoo spraw. Nawet nie chciało mu się zabawić w półkownika. To znaczy przerzucającego flepy z szuflady na półkę.

Spakował swoje manatki i poszedł podpisać listę obecności w siedzibie Mrocznego Okręgu Kumoterstwa.

- Koniec miesiąca, kasa potrzebna - usmiechnął się pod nosem Struś Giorgio, bo przypomiał sobie Dinozaura Miernotusa, jak ze sztalugami w zimnie walił pejzaże, by nie zemrzeć z głodu.

- Ciężki los starej fauny - żalił się nad swoim losem.

- Żeby nie Wiercisław i Hiena Marija, to piasek bym chyba żarł... A tak jest zajebiście odjazdowo! - podniósł się na duchu Struś Giorgio - Wycieczki, laleczki, wódeczki, dolce vita!

Giorgio wpadł do Mrocznego Okręgu Kumoterstwa prawie w podskokach.

- Szybko kasę dawać, bo mam pilne zebranie! - krzyknął do sikorki-kasjerki. Ta w obawie, że Struś szepnie komu trzeba, że nie dość grzecznie go obsłużyła, natychmiast otworzyła sejf.

- Tysiąc, dwa, trzy, cztery sześćset i trzydzieści dwa grosze. To razem z dietą za zagramaniczny wyjazd Strusiu - przeliczyła sikorka - A tu nagroda specjalna tysiąc pięćset złotych za wykład o wpływie przyjaźni z Ukreanią na rozwój wzajemnych stosunków ogrodów zoologicznych - jednym tchem poinformowała Strusia sikorka-kasjerka.

Giorgio natychmiast poweselał - A to ci niespodzianka! Kasa wali się drzwiami i oknami. Tak trzymać! Struś nawet nie przeliczywszy swojej zasłużonej wypłaty, wcisnął ją niedbale w wewnętrzną kieszeń, tuż pod skrzydłem, z lewej strony. W te pędy pobiegł do zagrody. A że jest szybki, jak pędziwiatr, uwinął się w parę chwil.
Nuda jednak go nie opuszczała, mimo napływu świeżego siana. Zadzwonił do Grizzlego.

- Coś długo nie odbiera - niecierpliwie potrzepotał piórami.

- Wiercisław, słucham - zatrzeszczało w słuchawce - Kto śmie mnie wybudzać? - dość groźnym głosem sztorcował Strusia Grizzly.

- Werciuniu brachu, tu Strusiek Giorgio. Co porabiasz? - prawie płaszczył się przed Wiercisławem - Może wpadłbyś na jednego. Zimno, ponuro, życie w zoo zamiera. Idzie zima - ciągnął Struś.

- Skorzystam Strusiu, skorzystam. Własnie opanowała mnie jesienna chandra - nie krył chęci spotkania Wiercisław.

- Mam trochę bigosu po Hubertusie i sporo nalewki, bo byłem zmotoryzowany, to dali w paczce na drogę - dokończył Grizzly.

- No to wpadaj mój drogi niedźwiedziu, wpadaj! - Struś Giorgio cieszył się ze spotkania i z tego, że nie będzie musiał wykładać swojej kasy na imprę.

Wiercisław często tu bywał. Lubił Strusia i jego przyśpiewki w narzeczach bratniej fauny zagramanicznej.
W kominku wesoło paliło się brzozowe polano. Szklanki pełne przyjemności dodawały kumplom werwy i przyspieszały bicie serca

- Kalinka, Kalinka, Kalinka maja! - intonował Struś Giorgio

- Wołga, Wołga mać radnaja! - Wiercisław z rozrzewnieniem polewał następną kolejkę. A głos miał piękny i taki donośny.

I tylko jak śpiewał, nie fałszował....

Wspieraj Szymona Sedno

Wszelkie podobieństwo do prawdziwych postaci i zdarzeń jest przypadkowe